Ihor M. usłyszał zmienione zarzuty 30 października. Sprawa ma związek z tragicznymi wydarzeniami z 24 września. W opactwie benedyktynek w Jarosławiu zginął wtedy ks. Stanisław Zbojnowicz, a cztery inne osoby odniosły poważne obrażenia.
Pięć zarzutów zamiast jednego. Ihorowi M. grozi dożywocie za zabójstwo księdza w Jarosławiu
Ihor M., który we wrześniu zaatakował pięć osób w opactwie benedyktynek w Jarosławiu, usłyszał pięć osobnych zarzutów. Wcześniej prokuratura zarzucała mu zabójstwo księdza i cztery usiłowania zabójstwa w ramach jednego czynu. 31-latek przyznał się do zmienionych zarzutów, odmówił składania wyjaśnień i powiedział, że bardzo żałuje tego, co zrobił.

Prokuratura rozdzieliła wcześniejszy zarzut na pięć osobnych. Każdy dotyczy innej osoby, którą według śledczych zaatakował Ihor M.
Pięć zarzutów za atak w opactwie
Pierwszy zarzut dotyczy zabójstwa ks. Stanisława Zbojnowicza. Według śledczych Ihor M. wielokrotnie ugodził duchownego nożem. Ksiądz zmarł od zadanych ciosów.
Cztery kolejne zarzuty dotyczą usiłowania zabójstwa Krzysztofa G., ks. Marka Pieńkowskiego, Ewy S. i ks. Adriana Mantykiewicza. Prokuratura zarzuca 31-latkowi również spowodowanie u tych osób ciężkich i lekkich obrażeń ciała.
- Zmiana ta ma charakter techniczno-prawny - mówi Małgorzata Taciuch-Kurasiewicz, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Przemyślu.
Po ogłoszeniu nowych zarzutów Ihor M. ponownie przyznał się do ich popełnienia. Nie chciał jednak składać wyjaśnień. Powiedział jedynie, że bardzo żałuje tego, co zrobił.
Za zarzucane mu przestępstwa grozi kara łączna dożywotniego więzienia, tak jak przed zmianą zarzutów.
Ihor M. nadal przebywa na oddziale psychiatrycznym
31-letni obywatel Ukrainy pozostaje w tymczasowym areszcie na oddziale psychiatrii sądowej o wzmocnionym zabezpieczeniu. Nadal jest pod opieką lekarzy.
Jak informowaliśmy 16 października, przez pierwsze dwa tygodnie po ataku prokuratura nie mogła przesłuchać podejrzanego. Psychiatrzy stwierdzili u niego ostre zaburzenia psychotyczne. Był silnie pobudzony i nie można było z nim logicznie rozmawiać. Po tygodniu jego stan trochę się poprawił, ale nadal miał urojenia. Dopiero kolejna opinia psychiatrów pozwoliła prokuratorowi ogłosić mu zarzuty.
To, że stan zdrowia Ihora M. się poprawił, nie oznacza, że w chwili ataku wiedział, co robi. To dopiero ustalą biegli
Badania krwi nie wykazały u podejrzanego alkoholu ani narkotyków. Śledczy zwrócili się również do władz Ukrainy o przesłuchanie jego matki oraz informacje o wcześniejszym leczeniu, stanie zdrowia, karalności i służbie wojskowej.
Udostępnij ten artykuł






